Czytelnia

Artykuły

Króla wznoszą się ramiona…

Piotr Ahmad


Bóg nie musiał cierpieć, aby nas zbawić. Mógł to zrobić jednym aktem swej wszechmocnej woli i stwórczego Słowa. Ale On chciał cierpieć w Człowieku. Chciał nas odkupić właśnie przez mękę i straszliwa śmierć – śmierć, jaką zadawano wyłącznie zbrodniarzom i niewolnikom, hańbiącą. Aby pokazać nam, jak bardzo nas umiłował. Dla nas upadał, dla nas powstawał, znosił bluźnierstwa i złość rozszalałego tłumu, który pastwił się nad Niewinnym. To o nim powiedział Izajasz: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny.” Żydzi chcieli króla ziemskiego, który wypędzi z ich kraju rzymskiego okupanta. Dlatego nie chcieli słuchać nauki o miłości nieprzyjaciół i przebaczeniu. Nie odpowiadał im cichy i pokorny Jezus…

Wieczór… Gwoździe przebijają nerwy w nadgarstkach, powodując ból, który trudno opisać. Jezus musi co chwilę podciągać się na krzyżu, by po prostu zaczerpnąć powietrza. Niewyobrażalny wysiłek prostego odruchu… W końcu jednak ludzkie przecież ciało zmęczonego i skatowanego Boga traci siły. Woła: „Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – jak często woła każdy z nas w chwili trudnej; a jednak nie odpowiada na urągania. „Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z Krzyża.” A przecież mógł, mógł zakończyć swoje cierpienie w jednej chwili. Czy jeszcze możemy mieć wątpliwości, że On nas kocha Miłością nieskończoną i prawdziwą?

„Wykonało się…”

Tak niewiele trzeba, by na tę miłość odpowiedzieć. Nie ofiar ani pieniędzy, nie najbardziej uroczystych nawet nabożeństw, ale przede wszystkim CIEBIE. Jeśli oddasz Panu całego Siebie, będzie to najdoskonalsza odpowiedz na Jego miłość.

Niech w ten czas Wielkiego Postu, ta Miłość, która zawiodła Pana na Krzyż przypomina nam, że w Krzyżu cierpienie i zbawienie. I ta Miłość właśnie, i nauka i całe nasze życie… Czy zaprzesz się samego siebie i weźmiesz swój krzyż codzienności na ramiona, by być godnym Jezusa?

Niech nam w tym zadaniu pomoże modlitwa do tej, która stała pod Krzyżem i wszystko rozumie:
„O Maryjo, ciebie proszę, niech Jezusa rany noszę zawsze w sercu wyryte…”