Czytelnia

Katechezy

Pasterka - Radość wiary

ks. Sławomir Sosnowski


Co roku przeżywamy Święta Bożego Narodzenia. Co roku pochylamy się nad tą samą Tajemnicą – Bóg, zamieszkał wśród nas, stał się człowiekiem. Jednak każde Święta przeżywamy trochę inaczej. Utkwiła mi mocno Pasterka sprzed lat kilkunastu. Kościół pełen ludzi – jak to na Pasterce. Ale nie wszystkich obecność była tam pożądana. Do kościoła co i rusz wchodziła grupa wyrostków, podchmielonych, głośnych. Cóż było robić? - na czas Pasterki wcieliłem się w rolę "bramkarza". Stałem w drzwiach i nie wpuszczałem. Budziłem u niektórych sprzeciw: "jak to, ksiądz i nie chce wpuścić do kościoła!" A ja odpowiadałem: "wchodźcie, ale pojedynczo". Jakoś na to "pojedyncze" wchodzenie było mniej chętnych. Szybko się nudzili i wychodzili.

Stojąc w drzwiach kościoła odczułem bardzo mocno, że stoję na granicy dwóch światów. Z jednej jasność, z drugiej ciemność. Tu ciepło, nie tylko fizyczne, ale ludzkie, serdeczne, a można chyba powiedzieć, że i nadprzyrodzone; tam – zimno. Po jednej stronie słowo o Bożej miłości do świata, a po tamtej – kpina, prześmiechy, czy też niezrozumiałe okrzyki. Wewnątrz – śpiew kolęd, na zewnątrz piosenki kibiców.

Właśnie: "wewnątrz" i "na zewnątrz". Bardzo mocno poczułem, że jestem uczestnikiem pewnego świata, który jest niedostępny dla tamtych. Oni też przyszli w tę zimną noc. Gdy wielu świętowało, oni też chcieli "coś" przeżyć. Jednak pozostali "na zewnątrz". Nie była im dana radość wiary, radość zachwytu nad tajemnicą Wcielenia, a prawdopodobnie nie była im też dana atmosfera dobrych, serdecznych, rodzinnych świąt. Być może najsilniejsze przeżycie wspólnoty z innymi to była jedność stadionu (Widzew contra ŁKS) – wykonywany repertuar na to wskazywał. Jakby szukali, ale po omacku. Bardzo mi się żal zrobiło tych chłopców (przestałem widzieć i słyszeć, że są nietrzeźwi i wulgarni). To przeżycie pozostało jednak tylko moim. Nic z niego nie wyniknęło. Nie zrobiłem żadnego gestu w ich kierunku. Zanim coś wymyśliłem, trzeba było iść, by udzielać Komunii św., tym porządnym, którzy wiedzą, po co przyszli i jak świętować. Odszedłem z poczuciem, że niezasłużenie z mojej strony należę do "lepszego" świata, że jestem bardziej niż tamci obdarowani: doświadczeniem wiary, doświadczeniem rodzinnego świętowania.

Dziecię Jezus przyjęło najpierw hołd od pasterzy - ludzi dalekich od eleganckiego życia, a także od oficjalnej pobożności. Narodzony w grocie i złożony w żłobie każe się sobą cieszyć, prowokuje do tego, by pochylić się nad Nim. Ale też pozostawia niepokój: czy potrafię docenić to, w jak w wielkiej tajemnicy uczestniczę, że świętuję prawdę, którą znam całkowicie bez mojej zasługi. Czy świętując odcinam się od tych, którzy pozostają "na zewnątrz". Czy też próbuję dzielić się skarbem, który noszę w sercu.