Czytelnia

Katechezy

Różaniec

ks. Sławomir Sosnowski


Różaniec jest modlitwą, w czasie której rozważamy tajemnice zbawienia. Co to znaczy?
- Odwołujemy się do wydarzeń z życia Jezusa: np. narodziny, chrzest w Jordanie, śmierć na krzyżu, zmartwychwstanie. Są to wydarzenia.

Dlaczego nazywamy je tajemnicami?
- Tajemnica w języku wiary to nie sekret, który po odsłonięciu przestaje być sekretem. Tajemnica jest czymś, co tajemnicą pozostaje na zawsze. Przykładowo: patrzymy na wydarzenie narodzin Dziecka, a stajemy wobec niezgłębionej tajemnicy Wcielenia: Syn Boży stał się człowiekiem; Bóg, a jest jednym z nas. Jest Bogiem z nami - Emmanuelem. Niesłychanie blisko, choć całkowicie inny. Nie wystarczy przyjąć do wiadomości, że ponad 2000 lat temu Jezus narodzony w Betlejem jest Bogiem Wcielonym. To nie jest informacja do przyjęcia, to prawda niezgłębiona, której rozważanie nigdy się nie skończy. Przyjąć mamy nie tylko rozumem, ale sercem, zaangażowaniem, bo przecież coś z tego ma wynikać, z tej prawdy, która choć odsłaniana, nieustannie pozostaje zakryta. Nie przyjmujemy informacji. Przyjmujemy zaproszenie do jedności. Na każde więc z wydarzeń wspominanych w różańcu możemy patrzeć i patrzeć...

Jeśli mamy o czym myśleć, to po co jeszcze odmawiać słowa? I do tego bez związku z rozważaną tajemnicą. Mam myśleć na przykład o śmierci Jezusa, a jednocześnie odmawiać "Zdrowaś Maryjo". Na czym więc skupić uwagę: na zapowiedzianej tajemnicy czy na powtarzanych słowach?
- Na rozważanej tajemnicy. A ponadto, co o wiele ważniejsze: Słowa są skierowane do Maryi. O Niej to św. Łukasz mówi, że "zachowywała" i "rozważała w sercu" wydarzenia, które oglądała. Między innymi tak jest powiedziane o odnalezieniu Jezusa w świątyni. Jezus powiedział: "Czemuście Mnie szukali?" Czy odpowiedź Jezusa nie była bolesna dla Maryi? Czy była zrozumiała? A jednak zachowała w sercu. Domyślamy się, że nie jako pretensje do Syna, ale po to, by kiedyś to wydarzenie zrozumieć, przyjąć jako objawiające tajemnicę Syna. Jezus dla Maryi też był tajemnicą. Uczyła się Go, poznawała właśnie w ten sposób: zachowując w sercu i rozważając wydarzenia z Jego życia.

Gdy odmawiamy "zdrowaśki", wchodzimy w postawę Maryi, w Jej zasłuchanie. Od Niej uczymy się patrzeć na Jezusa, by lepiej rozumieć, przyjąć, pokochać Jego samego i to, co On nam objawia jako swą wolę. Wraz z Maryją, patrzymy na Jezusa, by Go przyjąć do serca; z Maryją, która pierwsza przyjęła Go jak najdosłowniej, bo zgodziła się być Jego Matką, a później stopniowo odkrywała, kim On jest i jaki jest. Tak to w różańcu jest: co innego mówimy, a o czymś innym myślimy. Ale nie jest to rozdwojenie jaźni. Słowa skierowane do Maryi sprawiają, że Ona kieruje nas ku Synowi. Uczy nas patrzeć swoim wzrokiem, swoim sercem.

Słowa więc nie przeszkadzają, a pomagają skupić się na tajemnicy, choć mówią o czymś innym. Dlatego pilnujmy, by odmawiać je rytmicznie, by pomagały zdyscyplinować myśl. Osobiście lubię mówić różaniec półgłosem. Wtedy bardziej słowa spełniają swoją rolę: nadają myślom rytm i nie zagłuszają ich.

Różaniec to modlitwa medytacyjna, trudna, wymagająca, ale warto próbować.